Hej tam gdzieś na Ukrainie…. i internetowy lincz pełną parą

Niech pierwszy rzuci klawiaturą ten, kto nigdy nie marzył o byciu bogatym. Dla niektórych jest to cel sam w sobie, dla innych – środek do jego osiągnięcia. Przeczytałam na Onecie artykulik, przedstawiający punkt widzenia różnych osób. „Ile pieniędzy to dla Ciebie dużo?”. Jak możecie się domyśleć, kwoty zmieniały się w zależności od dochodów. Jak brzmiało to hipernadużywane przysłowie – dajcie mu palec, to weźmie całą rękę.

Jak słucham tych lamentów nt. bogactwa Janukowycza, Iwaniuszczenko czy Pszonki, to dostaję wrzodów od hipokryzji, a w mózgu przepala mi się z osiem bezpieczników. Oddalibyście duszę za te pieniądze. Nie wierzę, że ktokolwiek z Was nigdy nie powiedział „jakbym był bogaty…”. Ewentualnie – „jak już będę bogaty” : ). Nieważne, czy żyjecie w kraju bogatym czy biednym, nieważne do jakiej grupy społecznej zaliczają się Wasi znajomi – każdy chce mieć pieniądze, choć oczywiście trzeba się asekurować, że pieniądze szczęścia nie dają. Ale to co można za nie kupić… chyba może być porównywalne ze szczęściem. Zresztą jak już ktoś kiedyś słusznie zauważył – „wolę być nieszczęśliwy w mercedesie, niż na rowerze”. A jak się nawet roweru nie ma? To jest dopiero dramat, nie? Ale spoko stary, przecież pieniądze szczęścia nie dają, przejdź się na piechotę!

Drugi element tego lamentu, to fakt, że wyżej wymienieni bohaterowie medialni ostatnich czasów urządzili swoje „gniazdka” (tudzież gniazda szerszeni) kiczowato i bez gustu. Też mi się nie podoba, ale do jasnej cholery, zaróbcie (ukradnijcie? W sumie też sztuka.) tyle pieniędzy i wydajcie je tak jak się Wam podoba. Podejmijcie wyzwanie : ). Jakbym była znanym blogerem, to mogłabym zostać pozwana za „podżeganie do popełnienia czynu zabronionego”, ale nie jestem to mogę sobie pozwolić, będzie dobrze jak przeczytają to aż 2 osoby, yay!

Druga bieżąca sprawa związana z internetowym linczem: Jacek Kurski i jego „selfie” na Majdanie. Stawiane są mu zarzuty, że wykorzystuje sytuację polityczną na Ukrainie do „własnych celów”. Słucham? Jakie są te „własne cele”? Kurskiego można lubić lub nie, nie o to zatem chodzi. Być może robienie sobie tam słit foci (choć dziubka nie widzę) nie jest szczególnie na miejscu, ale najbardziej dramatyczne wydarzenia na szczęście już się skończyły, pole bitwy, mimo ofiar (ale czy istnieje wojna bez ofiar?), okazało się poniekąd szczęśliwe. Kurski chciał mieć „pamiątkę”, nie miał mu kto zdjęcia zrobić, po internetowemu można by powiedzieć „zrobił to zrobił, na ch*j drążyć temat”. Gdyby w 1989 każdy miał smartfona (a jak wiadomo niezbyt wielu miało), założę się, że Wałęsa miałby selfie z Okrągłego Stołu. A na Facebooku zwykli ludzie wstawialiby fotki zatytułowane „takie tam z wyborów czerwcowych”.

Obrazek

Obrazek White Blind by sycamores-and-cedars.deviantart.com

Reklamy

Irytują mnie…

Nie będę pisać o sprawach oczywistych takich jak bezrobocie, moherowe berety i to, że jesteśmy katololandem. Ale co poza tym irytuje (mnie) niesamowicie?

1. Zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych –  ostatnio byłam w Budapeszcie. Tam „nem szabad, de lehet” – czyli pić nie wolno, ale można. Absolutnie każda mijana grupa czy para nad brzegiem pięknego, brudnego Dunaju dzierżyła w rękach butelkę napoju wyskokowego. Awantur nie było, przechadzający się policjanci kwitowali sprawę uśmiechem. Pomyślcie jakby to było – idziesz ze swoim chłopcem/dziewczynką/chłopakiem/dziewczyną/mężczyzną/kobietą (niepotrzebne skreślić) nocą nad Wisłę, bierzesz wino i kieliszki… Jednak atmosfera zupełnie inna niż w domu czy knajpie. Niektórzy twierdzą, że „w Polsce by to nie przeszło”, ale.. Węgry to też biedny kraj z przeszłością socjalistyczną. I się da.

2. Nielegalny street art – to oczywiście problem chyba globalny. Znacie Banksy’ego?

Obrazek

Chcielibyście mieć coś takiego na murach waszych bloków? No to nie możecie. Zaraz wam to zamalują – tylko po to, żeby pojawił się tam napis anka to kurwa i tkwił na swoim miejscu przez następne 3 lata. Chociaż– jak nie zamalują to przecinek przeciętnego Polaka i tak się tam pojawi – przykładem jest zdewastowanie murialu z Janem Pawłem II w Krakowie – smutna sprawa. Szczegóły tu.

3. Stosunek do tatuażu i piercingu – wciąż nasze podejście do tego typu ozdób na ciele jest daleko w tyle za murzynami (czy ktoś teraz nazwie mnie rasistką?). Przykładem może być sprawa Macieja Twaroga, pracownika Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Siedemnastu „merytorycznych pracowników MHK” (dobre) napisało w jego sprawie anonimowy donos do dyrektora tejże instytucji. W donosie napisano, że po pierwsze M.T nie uzyskał jeszcze tytułu magistra, a po drugie… że jest wytatuowany. Co budzi grozę, choć oczywiście nie podejrzewają go o kryminalną przeszłość. Ja za to nie podejrzewam ich o posiadanie mózgu…
I przede wszystkim „strach pomyśleć gdzie jeszcze te tatuaże mogą się pojawić?!? 1111”. Pełna treść listu dostępna tutaj.

Co z tego, że Maciej Twarog był jednym z najbardziej kompetentnych pracowników, który rozkręcił oddział na Zwierzyńcu i którego uwielbiają dzieci, z którymi prowadzi zajęcia…przecież te dzieci na pewno paraliżuje strach ; ).Jak to pięknie podsumowała Magdalena Ree-Batzka na profilu M.T :

                     Smutni ludzie w szarych swetrach, z brzydkimi fryzurami i z nudnym życiem.

 Wkrótce więcej tych irytujących rzeczy, bo chciałabym zrobić z nich jakiś mały cykl. To oczywiście takie „typowo polskie” z mojej strony, bo narzekam. Ale…. typowo niepolskie lub nietypowo polskie też będą!

A was co drażni albo wręcz nie pozwala spać po nocach? ; )